
Kuchnia była mała, wyposażenie miało już swoje lata, a właściciele od pewnego czasu zastanawiali się, co z nią zrobić. Jedno jednak było pewne: nie chcieli wyburzać ścian ani przenosić kuchni w inne miejsce. Lodówka miała pozostać przy oknie, stół przy przeciwległej ścianie, a zabudowa tam, gdzie byli przyzwyczajeni gotować. Zamiast nowego układu szukali więc sposobu, jak nadać znanej przestrzeni przyjemniejszy i bardziej funkcjonalny charakter.
Najbardziej przeszkadzał im wygląd, nie rozkład
Pierwotną kuchnię charakteryzowały brązowe fronty z okrągłymi uchwytami, beżowe płytki i jasny blat roboczy. Do tego wzorzysty obrus, podobnie wyraziste poduszki na krzesłach i stara wykładzina podłogowa. Poszczególne elementy pojawiały się stopniowo, ale razem sprawiały, że wnętrze wydawało się niespójne.
Podstawowego układu nie trzeba było zmieniać. Wzdłuż prawej ściany zmieścił się zlew, blat roboczy i kuchenka. Naprzeciwko pozostał mały stół z krzesłami, a z tyłu wysoka lodówka. Właściciele nie chcieli rezygnować z możliwości zjedzenia śniadania bezpośrednio w kuchni, więc kącik jadalniany pozostał w ich planach.
Zdecydowali się zachować podział pomieszczenia i skupić zmiany na zabudowie, powierzchniach, sprzętach i oświetleniu. Nie chodziło więc tylko o dodanie dekoracji, ale też nie o przebudowę całego mieszkania.
Przed metamorfozą: brązowe szafki, beżowe płytki i kilka różnych wzorów. Lodówka, stół jadalniany i część robocza mają już swoje miejsce.
Brąz zastąpiła stonowana zieleń
Największą widoczną zmianą stał się kolor zabudowy kuchennej. Właściciele nie chcieli kolejnej ciemnej kuchni, ale nie przemawiała do nich też całkowicie biała przestrzeń. Wybrali więc stonowaną szałwiową zieleń, którą połączyli z jasnym dekorem drewna.
Ten sam odcień otrzymała górna i dolna część zabudowy. Fronty są proste, bez wyrazistych zdobień, a zamiast okrągłych uchwytów pojawiły się proste, czarne. Te powtarzają się także na szufladach, dzięki czemu kuchnia wygląda spójnie nawet z bliska.
Zieleń pojawia się również na lampie wiszącej. Nie dominuje jednak całej kuchni: ściany pozostają jasne, a sporo miejsca zajmuje drewno, metal i zwykła ceramika.
Po metamorfozie: układ pozostaje znajomy, ale zielone fronty, drewniany dekor i czarne detale nadają kuchni zupełnie inny charakter.

Blat roboczy i ściana za nim zyskały wspólny wygląd
Przyszedł czas także na część roboczą. Drobno podzielone płytki zastąpiła osłona w dekorze drewna, która wizualnie nawiązuje do nowego blatu. To właśnie ten duet łączy całą długość zabudowy i tworzy spokojne tło dla reszty wyposażenia.
Nowy jest także czarny zlew i wysoka, łukowata bateria. Stara, stalowa wersja ustąpiła miejsca rozwiązaniu, które kolorystycznie pasuje do uchwytów i płyty grzewczej.
Właściciele nie chcieli ponownie zagracać blatu. Deski do krojenia, pojemnik na przybory kuchenne i kilka drobiazgów pozostały więc głównie przy ścianie. Między zlewem a częścią grzewczą zostawiono miejsce na przygotowywanie posiłków.

Światło już nie tylko na środku sufitu
Częścią metamorfozy stało się oświetlenie pod górnymi szafkami. Listwa świetlna biegnie wzdłuż części roboczej i uzupełnia lampę wiszącą, która pozostała jako główne światło sufitowe.
Efekt to nie tylko inny kolor szafek. Oświetlony blat i osłona zmieniają także wieczorną atmosferę kuchni. Drewniany dekor wydaje się cieplejszy, a część robocza nie jest już schowana w cieniu pod górną zabudową.
Detal części roboczej: czarny zlew z baterią, dopasowany blat i osłona. Pod górnymi szafkami pojawiło się ciągłe oświetlenie.
Sprzęty i podłoga należały do większych zmian
Chociaż nie wyburzano ścian, metamorfoza nie ograniczyła się tylko do wyglądu frontów. Stary, wolnostojący piekarnik zastąpił piekarnik do zabudowy z płytą grzewczą. Nowy wygląd zyskał również okap.
Zmieniła się także podłoga. Stary wzór zastąpił jasny dekor desek, który nawiązuje do blatu i stołu jadalnianego. Na środku pomieszczenia pojawił się prosty chodnik w naturalnym odcieniu.
Za to wysoka, srebrna lodówka pozostała przy oknie. Właściciele nie musieli jej chować w kolejnej szafce, by kuchnia wyglądała spójnie. Zachowano także okno z żaluzjami i grzejnik pod parapetem.
Małego stołu nie poświęcili na kolejną szafkę
Kącik jadalniany był jedną z rzeczy, z których właściciele nie chcieli rezygnować. Pozostawili go więc przy lewej ścianie, a zamiast zmieniać jego położenie, skupili się głównie na wyglądzie.
Wzorzysty obrus zniknął, a wyeksponowano drewnianą powierzchnię stołu. Dwa okrągłe podkładki uzupełnia mały wazon i kilka codziennych drobiazgów. Wyraziste wzory na krzesłach zastąpiły stonowane, szare poduszki.
Półka z roślinami i obrazkami na ścianie dodaje kącikowi bardziej osobistego charakteru. To nie jest osobna jadalnia ani przestronne miejsce na przyjęcia. To wciąż mały stół w małej kuchni — dokładnie taki, jaki właściciele chcieli zachować.
Kącik jadalniany po metamorfozie. Stół i lodówka pozostają w tej samej części pomieszczenia, a prostsze tekstylia i dodatki łączą ich otoczenie.

Co zmienili, a co zostawili po staremu
Zmienili: wygląd zabudowy kuchennej i uchwyty, blat roboczy, osłonę, zlew z baterią, część grzewczą, okap, oświetlenie, wykładzinę podłogową i niektóre tekstylia.
Zostawili: podstawowy rozkład pomieszczenia, położenie zabudowy i kącika jadalnianego, lodówkę przy oknie, okno z żaluzjami i grzejnik pod parapetem.
Kuchnia nie zyskała więc ani metra więcej. Mimo to jej wygląd zmienił się diametralnie. Właściciele nie próbowali zrobić z małej kuchni w bloku otwartej kuchni z wyspą. Zostawili to, co im odpowiadało, a odnowili te elementy, które chcieli mieć inaczej.
Efektem jest wciąż zwyczajna kuchnia w bloku. Tylko miejsce, które wyglądało jak zbiór wyposażenia z różnych lat, zyskało wspólny kolor, materiały i bardziej przemyślane detale.




















